Silva Alteri ANANA Marivet
ur 7 kwietnia 2004, jest własnością Fundacji Alteri, mieszka i szkoli się w naszym domu, by służyć w przyszlosci jako pies asystujący osobie niepełnosprawnej ruchowo.Jesteśmy dla niej rodziną zastępczą, a ona dla nas ogromną radością.
Dzięki niej i ludziom z Fundacji Alteri, którzy obdarzyli nas zaufaniem powierzając Silvę na wychowanie, poznałam tajniki pozytywnego szkolenia, mogłam patrzeć jak rośnie i jak z każdym dniem staje się mądrzejsza.
Proces szkolenia Silvy jeszcze się nie zakończył, ale pozostało nam mniej niż więcej wspólnych chwil...
I stało się! 16.10.2005 Silva Alteri ANANA Marivet, po osiemnastu miesiącach, opuściła nasz dom.
Teraz mieszka z instruktorami Fundacji, przechodzi kolejne testy i sprawdziany.
22.02.2006
Oczekiwane, pełne emocji z mojej strony spotkanie z Silvą i jej przyszłą opiekunką - Asią
Z wielką radością i nadzieją czekam, by były z sobą na dobre i na złe...
24.02.2006
Jeszcze raz sie spotykamy i żegnamy...
Asia zabiera żółte psisko do swojego domu. Czas wielkiej próby...
18.03.2006.
Chyba im razem dobrze. Asia pisze mało, ale przesyła zdjęcia dokumentujące czas pracy i relaksu z Silvą
Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:
czyjeś ciało i ziemię całą,
a zostanie tylko fotografia,
to - to jest bardzo mało...
M. Pawlikowska-Jasnorzewska
11.08.2006
Już prawie pół roku minęło od momentu, kiedy Silva zaczęła asystować Asi.
Asia pisze, że już nie wyobraża sobie dnia bez Silvy.
Silva towarzyszy Asi w pracy i po pracy, wyjeżdżają razem, właśnie wróciły z Francji i Niemiec a jeszcze wakacyjnie wybierają się po raz drugi nad morze. Z wrażeń, jakie Asia opisuje nasuwają się wskazówki dla osób, które szkolą przyszłych psich asystentów: socjalizować z czarnoskórymi osobami, białymi krowami, które Silva wzięła za duuuże labradory i mówić do psa w różnych językach.
A teraz [ za pozwoleniem Asi ] kilka cytatów z jej relacji: pierwszy niechwalebny i odrobinę niecenzuralny, ale to samo życie a pies to pies
Moi Drodzy, a wiec pierwszy kryzys za nami...
Otoz moj najmadrzejszy na swiecie pies asystent w czwartek w czasie pracy, kiedy go wyprowadzilam na nasze 'watykanskie ogrody' wytarzal mi sie w 'gó...ch'. Moze i Was to rozbawilo, mi natomiast do smiechu absolutnie nie bylo. Zgupialam - wszystko myślalam, że już razem przerobiłysmy w czasie tych czterech miesięcy. Ale moja Silvunia zaskakuje mnie każdego dnia, co by nam razem nudno ze sobą nie bylo. Na szczęście mam wokół siebie życzliwe osoby.Wiedziałam, że do biura nie mogę wrócić, bo raczej zapach był nie do zniesienia nawet w otwartej przestrzeni. Ale samo szefostwo w postaci księży postanowiło wyprać swojego pupila - niestety dokumentacji z tego przykrego wydarzenia nie mam - mam jednak nadzieję, że to sie już nigdy nie powtórzy. W załączniku najnowsze - dzisiejsze fotki i oczywiście Silvunia pływajaca w miejscach ścisle chronionych między liliami wodnymi ... Jeszcze nas nie przyłapano - no ale czy tabliczka - zakaz spuszczania psa ze smyczy dotyczy też asy
stentów???? Może kiedyś któryś ze strażnikow miejskich odpowie mi na to pytanie - póki co używamy sobie.....
Calusy
Asia i Silva
19 października 2007
Fundacja Alteri oficjalnie przekazała trzy psy asystujące osobom niepełnosprawnym. Wielki dzień dla mnie, wieńczący czas wychowania i szkolenia Silvy. Najważniejsze, na co znalazlam potwierdzenie, to ogromne przywiązanie Silvy do Asi, bezwarunkowa miłość wzajemna oraz poczucie, że Silva jest w najlepszych rękach.
www.piesasystent.byd.pl
Fragmenty z opisu majowego pobytu nad morzem.
Nie skorzystala z kąpieli morskiej - za to w każdym bajorku, bagienku i innym oczku wodnym ciut większym od kałuży. Zapachy przy kutrach rybackich też nie są naszymi ulubionymi...
Silvunia kocha wszystkich i każdemu z każdej strony demonstruje, że jest psem asystentem ...
...Wybrzeże pelne zagranicznych gości, którzy chyba są jeszcze bardziej pod tym względem nie obyci z takim widokiem. Któregoś wieczoru na nadmorskim deptaku czułam się jakbym szla aleją gwiazd - wszystkie oczy na nas, flesze i komentarze... ;))) Mówię wam ludzie są niesamowici, nie potrafią powstrzymywać swoich reakcji.
Właściciele restauracji, kawiarni, pubów, pizzerni - bardzo otwarci - wpuszczane byłyśmy wszędzie - nawet tam gdzie widniał znak, by psów nie wprowadzać....
I ostatnia relacja z zagranicznych wojaży:
...chcialoby się napisać, że nadeszły upragnione wakacje, do których tak bardzo się przygotowywałyśmy i chyba obie z Silvą miałyśmy wielkiego stresa - do pokonania ponad 1200 km, ja w roli pilota i organizatora całego wypadu, jedyna znająca język obcy z ekipy, która jechała - a tu już 2 tygodnie po powrocie... i wszystko się udalo, przywiozłysmy mnóstwo wspomnień, obie wiele się nauczyłyśmy i chyba jeszcze bardziej zżyłyśmy z sobą.
Trzeba było stoczyć batalię z Braćmi, by pozwolili przyjechać mi z psem. Trwalo to kilka dni, aż oczywiście ulegli, gdy zasypałam ich przez maila naszymi wspólnymi zdjęciami - na szczęście znaliśmy się wcześniej, bo kilka lat temu byłam już byłam w TAIZE no i spotykamy się u schyłku każdego roku w innym mieście europejskim witając wspólnie Nowy Rok. Bracia ulegli, my zaczęłysmy przygotowywać się do wyjazdu .....
.....Silvunia do tej pory zwinięta w kłębuszek na tylnym siedzeniu - praktycznie niewidoczna, ale oczywiscie, gdy przyszło do kontroli paszportów - Pies Asystent musiał koniecznie się wyłonić chcąc przywitać celnikow - na szczęście byli tak mili i nią zauroczeniu, że nawet nie poprosili o jej paszport....
.....Dotarliśmy szczęśliwie na miejsce, a tam Silva przezywala szok za szokiem. Na samym początku murzyni - 'o co chodzi z tymi czarnymi zjawami, które koniecznie chcą mnie pogłaskać, a na mój widok ukazuje się u nich szczęka białych zębów, a moja Pani wtedy krzyczy w niezrozumiałym dla mnie języku - don't touch please - this is asistans dog. '
..... Kolejny szok to białe krowy, które Silvie do złudzenia przypominaly wielkie labradory - nie potrafiła przejść normalnie koło tych stworzeń - aż pewnego razu podeszła bardzo blisko do jednego byczka, który na nią bardzo nieprzyjaźnie furknął - jakże Pies Asystent był zdziwiony, że ktoś jest tak nieprzyjaźnie do nej nastawiony. Ogólnie Francja myślę, że na Silvie zrobiala bardzo dobre wrażenie, zajrzala do każdego gospodarstwa , gdzie furtka była otwarta, pobiegała między słonecznikami no i winoroślami oczywiscie, skąpała się w sadzawce, z której wyjść nie mogła, bo pobocze bylo zbyt strome i śliskie i trzeba bylo ją wyciągać (na szczęście było za co, bo miała na sobie kubraczek) - a poza tym byla najgrzeczniejszym psem na świecie i w tłumie dumnie kroczyła koło wózka bez smyczy przykłuwająć wzrok ludzi z całego świata - nie reagując na ich wołanie, cmokanie i piski. ....Po tygodniu pobytu we Francji wróciliśmy na kilka dni do Niemiec, a tam Pies Asystent strasznie związany ze swoją Panią nawet na chwile nie mógł zostawać sam. Tak straszna krzywda się jej działa, że cała ulica słyszała żałosne ujadanie porzuconego w domu psa. Sprawdziła na każdej kanapie, a bylo gdzie w dwupiętrowym domu, czy gdzieś na którymś łóżku nie leżę, a że przecież jestem taka mała więc na każde trzeba było wejść zostawiająć sierść i tym samym znaczać,'że tu też szukałam i Cię nie było'.
Calusy
Asia i Silva
Zdjęcia: